Słowa mają moc. Usłyszałyśmy je w dzieciństwie, a towarzyszą nam przez całe życie

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak duże znaczenie mają wypowiadane przez nas słowa. Wydaje nam się, że to błaha uwaga, rzucone w przestrzeń słowo, a ma ono wielkie znaczenie i może mieć wpływa na całe życie.

Nigdy nie pozwalali mi się uśmiechać

Znajomi ostatnio zapytali, dlaczego w ogóle się nie uśmiecham. Na wszystkich zdjęciach wglądam ponuro, jakby robiono mi fotografię do paszportu. Niewiele osób wie, że to wszystko sprawa pań z przedszkola - tak, było to jakieś dwadzieścia parę lat temu, a ja wciąż o tym pamiętam. Fotograf pojawiał się z rożnych okazji, robił zdjęcia jesienne, portrety na święta Bożego Narodzenia, zdjęcia grupowe, dokumentował zabawy w przedszkolnym ogrodzie. Kiedyś któraś z pań powiedziała mi, żebym się nie uśmiechała, bo wtedy nie widać mi oczu. Powtórzyła to raz, zostało ze mną na zawsze. Kto by chciał, żeby nie było widać mu oczu?! Do dziś uważam, że gdy się uśmiecham to zamiast oczu mam małe szparki. Czy tak jest naprawdę? Bliscy mówią mi, że wyglądam pięknie, gdy się uśmiecham. Ale słowa pani z przedszkola wybrzmiewają w mojej głowie zbyt silnie, bym mogła im uwierzyć.

"To nie dla ciebie"

Kiedyś moją mamę odwiedziła koleżanka, przyniosła jakiś drobiazg dla mnie i dla mojego brata. Gdy sięgałam po jeden z nich, usłyszałam krótkie "to nie dla ciebie, to dla brata". Chciałam wziąć książeczkę z zadaniami logicznymi - z różnymi rebusami, wykreślankami, krzyżówkami i innymi takimi. Zamiast tego dostałam kolorowankę. Mój brat jest młodszy ode mnie, nie wiem, czy cokolwiek z tych zadań rozumiał, ale najwyraźniej było w nich coś, czego to ja nie potrafiłam "ogarnąć". I dziś sięgam po bezpieczniejsze opcje, zadania, które wiem, że wykonam na sto procent. Boję się, że gdy będę chciała wybrać coś, co mnie interesuje, znajdzie się ktoś, kto powie "to nie dla ciebie".

Wiara we własne możliwości? Nie tego mnie nauczono

Nigdy nie słyszałam, że jestem w czymś dobra, że powinnam spróbować coś zrobić, nawet, jeśli nigdy wcześniej tego nie robiłam. Co słyszałam zamiast tego? Że na to jestem za mała, że do tego to trzeba długo trenować, a na te zajęcia to nie chodzą żadne dziewczynki. Że na przedstawienia powinnam wybierać krótkie teksty, bo zbyt cicho mówię, że nie powinnam tańczyć, bo robię to gorzej niż inni. Nikt nie dostrzegał tego, co robię dobrze. Zamiast tego punktowano mi każde potknięcie. Gdy spytałam kiedyś rodziców, dlaczego to robią, nie wiedzieli w ogóle, o co mi chodzi. Podcinali mi skrzydła, a nawet nie byli tego świadomi. Wydawało im się, że robią dobrze, że ustrzegą mnie przed porażką. A może ja tej porażki potrzebowałam? Teraz nie mam nic - ani sukcesów, ani porażek.

"Załóż spodnie"

Pamiętam, że marzyłam o pięknej, falbaniastej sukience. Była oczywiście różowa, miała mnóstwo tiulu i kokardek. Była spełnieniem moich wszystkich marzeń i obiektem westchnień koleżanek. A co najważniejsze była na wyciągnięcie ręki. W szkole mieliśmy wypożyczalnię strojów. Kiedyś ktoś wykupił kreacje z upadłego teatru i teraz były do dyspozycji uczniów. Można było po nie sięgać, gdy zaczynały się bale czy przedstawienia. Kiedyś zabrałam do wypożyczalni babcię, pokazałam jej moją wymarzoną suknię, myślałam, że będzie moja. Zamiast zachwytu usłyszałam tylko "ale to dla ciebie? Przecież jesteś taka koścista? Lepiej załóż spodnie". Nigdy więcej nie pomyślałam o sukience. Mam czterdzieści lat, zakładam spodnie. Dobrze, że brałam ślub cywilny i do urzędu mogłam pójść w garniturze.

"Ona", nie ja

Miałam kiedyś sąsiadkę, która chyba mnie nie zauważała. Chociaż musiała wiedzieć o moim istnieniu, bo o mnie mówiła. Tylko dlaczego wciąż robiła to tak, jakby nie było mnie obok? Pytała, jak mi idzie w szkole, ale nie słuchała, gdy odpowiadałam - czekała na słowa mojej mamy. Krytykowała moje okulary, nie zważając na to, że stoję obok. A dziś wciąż czuję się, jakbym miała taką punktującą sąsiadkę obok. Boję się odpowiadać na pytania, czekam tylko, aż ktoś skrytykuje mój wygląd.

 

"Nie możesz być taka, jak inni?!"

Miałam dwóch starszych braci, chyba nikogo nie powinno dziwić, że doskonale czułam się w różnego rodzaju "męskich" aktywnościach. Gdy byłam dzieckiem uważano to za urocze, gdy podrosłam nagle stało się problemem. Chciałam tak, jak moi bracia zapisać się na jakieś sportowe zajęcia, już nie pamiętam, co to było. Doskonale jednak pamiętam, że rodzice za nic nie chcieli się zgodzić. "Bo to nie dla dziewczyn" usłyszałam. Gdy drążyłam, dopytywałam, dlaczego nie jest dla nie mnie, skwitowali krótkim "Nie możesz być taka, jak inne dziewczynki?!". I zapisali mnie na tańce. Dziś jestem dokładnie taka, jak inni, szara osoba w szarej masie. I z zazdrością spoglądam na tych, którzy się wyróżniają. Może, gdyby i mnie dano szansę…

***

To tylko kilka przykładów, opowieści, których nie musieliśmy długo szukać. Chyba każdy z nas usłyszał coś, co zostało z nim na zawsze. Niestety, zapominamy o tym, jak nas chwalono, częściej towarzyszą nam te negatywne słowa. Nie wypowiadajmy ich zbyt lekkomyślnie. Nawet, jeśli wydaje nam się, że coś nie ma znaczenia, pomyślmy dwa razy, zanim coś powiemy. Bo to może mieć mieć olbrzymi wpływ na całe życie drugiego człowieka.