"Pamiętam, kiedy mój trzyletni syn poprosił, żebym pomalowała mu paznokcie u stóp. Nie oceniałam, pomalowałam" - czy inaczej wychowujemy synów i córki?

Zadaliśmy kobietom, które mają dzieci obojga płci, czy inaczej wychowują synów, a inaczej córki. Wygląda na to, że nie chodzi o płeć, ale o osobowość dziecka.

Aleksandra ma dwoje dzieci: syna i córkę i trochę się z perspektywy czasu wstydzi, że chciała mieć dwóch synów. - Z własnego dzieciństwa pamiętałam, że dziewczynki są bardziej złożone emocjonalnie, potrafią sprawnie manipulować. Ja miałam ciężki charakter, nie było ze mną rodzicom łatwo, bałam się, że jeśli córka odziedziczy moje geny, to będę z nią miała ciężko. Z wygody chciałam więc mieć synów, żeby ułatwić sobie życie.

Okazało się, że druga będzie dziewczynka. I cieszę się, że tak się stało. Ona jest absolutnie niesamowita, zupełnie inna niż syn i jestem szczęśliwa, że mogę być jej mamą. Widzę też, że inaczej ją traktuję, ale nie ma to raczej związku z płcią, tylko z osobowościami moich dzieci.

Zawsze byłam bardzo otwarta na pomysły mojego potomstwa. Kiedy synek miał trzy lata, poprosił, żebym pomalowała mu na niebiesko paznokcie u stóp. Miałam taki kolor pedikiuru, sądzę, że uznał, że pomalowane paznokcie to nie domena kobiet. Nosił kolor przez kilka dni, ale szybko mu się lakier starł. Później do tematu nie wracał.

Jestem dość wyczulona na komunikaty, które mają go wpychać w określone ramy. Jak słyszę, że „chłopcu nie wypada”, to od razu wkraczam. Szanuję ich uczucia - przede wszystkim sięgam do moich przeżyć. Przypominam sobie, że nienawidziłam dawać buziaków dorosłym na powitanie. Śmierdzieli papierosami, brzydko pachniało im z ust. Moje dzieci mogą dorosłym podawać rękę. Pamiętam także moją głęboką niezgodę na to, że kiedyś na wakacjach usłyszałam od babci mojej kuzynki: To teraz dziewczynki pomogą mi zmywać po obiedzie. Zapytałam, a co będzie robić chłopiec? Nie dałam mu odpoczywać, musiał sprzątać z nami.

Jak syn był mały, był totalną „kluseczką” - miał nianię i dopiero jako trzylatek poszedł do przedszkola. Córka od początku była niezwykle przebojowa. Nie miałam żadnych wątpliwości, że przy jej energii odnajdzie się w żłobku. Ona jest inna niż on. Myślę, że ma po prostu inny charakter. Jest bardzo empatyczna, pyta, jak się czujemy, interesuje się ludźmi. Syn nie pyta wprost, ale z tego, co się orientuję jest mniej więcej na bieżąco z naszym życiem. Córka chce nam we wszystkim pomagać - wkładać pranie, rozwieszać je, zmywać, gotować. Syn dopiero zmobilizowany, robi coś w domu, a najchętniej chciałby za dopełnianie obowiązków dostawać pieniądze. Nie ma to nic wspólnego z angażowaniem ich do pomocy.

Obydwoje staram się wzmacniać, tam gdzie tego potrzebują - synowi pomagam nauczyć się przyjmować porażki, dostrzegać zalety w niepowodzeniach, pracować nad asertywnością. W przypadku córki nie wartościować, pozwalać na bycie, jaką jest. I też życzyła sobie, żebym malowała jej paznokcie. Ale w jej przypadku nie skończyło się na jednym razie.

Julia ma dwóch synów i córkę. Córka jest środkowym dzieckiem, a bracia traktują ją jak równego sobie kumpla. - Zarówno mój partner i ojciec naszych dzieci, jak i ja jesteśmy naukowcami o otwartych głowach, ale oboje pochodzimy z dość tradycyjnych domów. Dla moich teściów, którzy hołdują zasadom patriarchatu, szokiem musiało być wiele aspektów związku ich syna ze mną. Nie mamy ślubu, dzieci są nieochrzczone, każde przeszło przez edukację domową i nie chodziło do klasycznych szkół. Na dodatek wyglądają jak chcą - synowie mają długie włosy, córka krótkie. Dzieci donaszają po sobie ubrania, więc siłą rzeczy zawsze kupowaliśmy ubrania płciowo neutralne.

Jeśli przyjmiemy, że feminizm daje kobiecie wybór, prawo do tego, że może być, jaką chce, to wychowujemy wszystkie nasze dzieci w podejściu feministycznym. Na pewno jest nam i im łatwiej - przez dłuższy czas były z dala od systemu edukacji, w którym często pracują osoby o tradycyjnych poglądach, które zupełnie nieświadomie przekazują konkretne wzorce. Zgadzam się w tym, że nie ma nic złego w byciu różową księżniczką, tak samo jak naukowczynią w laboratorium - o ile jest to efekt swobodnego wyboru.

Obserwując wychowywanie dzieci mam wrażenie, że wciąż wydaje nam się, że stereotypowo uważamy, że chłopcy mają wyrosnąć na zaradnych mężczyzn, a dziewczynki na opiekuńcze kobiety. I rzeźbimy dzieci, żeby na takie wyrosły - podając uproszczone przykłady - chwaląc dziewczynki bawiące się lalkami, nie pozwalając chłopcom płakać.

Profesor Mariola Chomczyńska-Rubacha, kierowniczka Katedry Pedagogiki Szkolnej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, badała m.in. nierówności społeczne w edukacji i dyskryminację ze względu na płeć. Z jej analizy wynika jasno, że w podręcznikach do nauczania początkowego kobiety najczęściej pokazywane są w roli mamy, a w roli ojca co dziesiąty mężczyzna. Dla kobiet zarezerwowano tylko kilkanaście zawodów, np. pielęgniarki, nauczycielki czy bibliotekarki, dla mężczyzn około 140. To chyba oczywiste, że takie przekonania przenoszą się później na wybory życiowe i podtrzymywanie stereotypowego myślenia.

Mam świadomość, że nasza córka odstawała od większości swoich rówieśniczek. Z akceptacją przyjmowaliśmy jednak jej fascynacje - gdy po wakacjach u dziadków zachłysnęła się estetyką znaną doskonale z przekazów marketingowych i reklam. Zresztą wcale jej się nie dziwię - te zabawki są w większości tak śliczne, że ciężko nie mieć przyjemności z zabawy nimi.

Mamy dwóch synów i doskonale widzimy, że żeby zmieniło się myślenie o płciowych stereotypach, trzeba zmienić myślenie mężczyzn. Bo chłopcom tak samo narzuca się wizję męskości i wizję kobiecości. U nas w domu staramy się wszyscy zajmować wszystkim. Nie mamy podziałów: o zmianę opon na zimowe mogę zadbać ja. W takim samym stopniu, jak mój partner może przyszyć guzik. Bardzo podoba mi się, że latem na naszym podwórku wszystkie dzieciaki grają wspólnie w piłkę nożną. A nasza córka jest w grze najbardziej ze wszystkich nieustępliwa.

Kamila ma córkę i syna. Śmieje się, że nawet, jakby bardzo się postarała to nigdy nie będzie taką księżniczką, jak jej córeczka – ona te wszystkie falbanki, brokaty ma we krwi (pomimo tego, że Kamila stara się nie przesadzać z różem i lukrem). - Moja córka ma cztery lata, więc trudno jeszcze mówić o tym, czy wychowuję ją inaczej. Na pewno staram się mocniej kształtować starszego syna, który ma 10 lat.

Mam dwóch starszych braci, z doświadczenia więc doskonale pamiętam, jak wychowywano ich, a jak mnie. I to dla mnie najlepsza nauczka na przyszłość. Przede wszystkim im było wolno więcej - mieli większą swobodę. Mogli być głośni, niekulturalni, leniwi. Nikt nie oczekiwał, że będą robić coś w domu. To zawsze ja miałam pomagać nakrywać do stołu, pomagać z niego sprzątać. Mi nie wolno było przeklinać, pyskować, mieć bałaganu. Słyszałam, że „dziewczynkom nie wypada” i wiadomo, że „chłopcy już tacy są”. Ode mnie oczekiwano czerwonego paska, bracia nie musieli mieć dobrego świadectwa. Późnej było jeszcze gorzej. Mieli dużo dziewczyn, za co były chwalone ich umiejętności zdobywania kobiet. Ja tak nie mogłam - ode mnie oczekiwano jednego chłopaka. Mając to wszystko na uwadze, staram się wychowywać dzieciaki w równowadze.

Syn ma swoje obowiązki. Ja w jego wieku potrafiłam ugotować obiad. On ma swój udział w pracach domowych. Chodzi po zakupy, pomaga swojej babci. Czasami, kiedy widzi, że tonę w sprawach, a męża nie ma, bo akurat musiał zostać w pracy, bierze na siebie siostrę. Pomaga jej w kąpieli, czyta książeczkę, robi kolację. Zależy mi, żeby brał udział w naszym życiu, widział, że nie ma ról kobiecych i męskich. Córka też to widzi i najbardziej lubi składanie mebli, wkręcanie śrubek. Z obydwojgiem na równi dzielę się informacjami o kobiecej fizjologii. Syn pytał mnie ostatnio, ile trwa okres i czy to boli. Córka z kolei była zdziwiona, ile waży mój biust.

Na księżniczkowanie córki czuję, że nie mam wpływu. Po powrocie z przedszkola przebiera się w strój balowy i organizuje herbatki, bale, przyjęcia dla lalek. Nie uznaje innych kolorów niż róż i fiolet, kocha brokat i tęczę. Nie będę się temu sprzeciwiać, bo szanuję jej wolność wyboru i nie do walki z różem sprowadza się problem. Staram się każdego moje dziecko traktować jako odrębną istotę, a nie płeć. Chciałabym, żeby syn był empatyczny, opiekuńczy, partnerski. A córka, żeby lubiła siebie, była samoświadoma, silna i odważna. I żeby obydwoje byli szczęśliwi w swoich decyzjach.