Czy kiedykolwiek czułam, że mi czegoś nie wolno, bo jestem kobietą? [WYZNANIA]

Na tak postawione pytanie dostałyśmy same potwierdzające odpowiedzi. I nie chodziło tylko o czas dzieciństwa, ale całkiem współczesne sytuacje w dorosłym życiu. Kiedy czujemy, że podcina się nam skrzydła?

Nie znasz się

Paulina: Na pytanie zadane w temacie materiału mogłabym odpowiedzieć, że ciągle czuję, ale teraz mocniej się temu przeciwstawiam. Mam czterdzieści lat i cały czas zdarzają się sytuacje, w których próbuje się mnie ośmieszyć, umniejszyć mi. Ostatni przykład? Impreza urodzinowa mojego męża, na którą specjalnie przygotowywałam muzykę. Zależało mi na tym, żeby to nie były utwory, których nie lubimy - czyli cała klasyka z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Chcieliśmy same najnowsze hity. Przez tydzień przygotowywałam playlistę. Podczas imprezy właściciel klubu i przy okazji barman, kilka razy odłączał mój telefon i zmieniał na swoje płyty i... utwory np. Genesis.

Na moje interwencje reagował podśmiewaniem się z moich wyborów, poddawał w wątpliwość mój muzyczny gust. Za czwartym razem powiedziałam, że to nasza impreza, za którą my płacimy i będziemy puszczać muzykę, która nam się podoba. Poprosiłam, żeby zajął się brakiem papieru w toalecie i przetarciem tam podłogi, a nie oprawą muzyczną. Nie pomogło. Dopiero jak mój brat się za mną wstawił, poskutkowało. Codziennie zdarzają się sytuacje, w których czuję, że mam mniej do powiedzenia, że nie jestem traktowana serio. Ale mam w sobie siłę i niezgodę na takie traktowanie. I w ogóle mnie nie interesuje, co sobie o mnie ktoś pomyśli.

Z kobietami nie gadam

Monika: Nie chce mi się wracać do opowieści z dzieciństwa i młodości. Za dużo ich było, wtedy żyło się inaczej, silniejsze były stereotypy. Ale mam opowieść sprzed kilku lat, kiedy budowałam dom letniskowy na wsi. Mam męża, którego kocham ponad życie. Jest typem naukowca z głową w chmurach. Ja jestem z kolei chodzącym konkretem. Większość decyzji dotyczących naszego życia podejmuję - za jego zgodą - ja sama. On nie lubi wybierać, nie ma zdania na wiele tematów, chętnie się dostosowuje, wierzy, że ja zdecyduję najlepiej.

Dom letniskowy budowaliśmy ledwie 60 km od dużego miasta, w którym mieszkamy. Kiedy umówiłam się na działce na spotkanie z pierwszym majstrem, pan przyjechał, ukłonił się i przestał odzywać. Kiedy zaczęłam mu opowiadać, co i jak i wyciągać plany, zdezorientowany zapytał: - A kiedy mąż będzie? Odpowiedziałam mu, że męża w ogóle nie będzie. To chciał z bratem albo moim ojcem gadać. Ciężko mu było przyjąć do wiadomości informację, że wszystkie prace będzie mu nadzorować i akceptować kobieta. Trochę tarć było, ale ostatecznie był chyba pod wrażeniem mojej rzeczowości, bo na koniec jak mąż odbierał moją komórkę i dzwonił majster, to zawsze słyszał w słuchawce: - Pan da panią Monikę.

Baba za kółkiem

Maria: "Kobiety nie są dobrymi kierowcami", „Wlekliśmy się, bo mama prowadziła”, „Daj, ja zaparkuję”, „Poproszę, żeby ojciec mnie zawiózł, bo śnieg pada” - takie zdania słyszałam w naszej rodzinie od dziecka. To aż nie do uwierzenia, ale ani babcie, ani mama, ani ciocie nigdy nie czuły się dobrze za kierownicą. W pewnym momencie poddały się i całkiem zrezygnowały z prowadzenia - z jednym wyjątkiem - kiedy jechały na przyjęcia, na których mąż miał zamiar się napić parę głębszych. Wtedy one miały „dyżur za kółkiem”.

Wyszłam z domu z przekonaniem, że kierowanie to nie jest moje powołanie. Moja przyjaciółka z liceum postawiła sobie za cel, że zmieni moje nastawienie, wszak „prowadzenie samochodu, parkowanie, płynność jazdy to kwestia wyćwiczenia i praktyki”. Jestem jej bardzo wdzięczna, tym bardziej, że uczennica przerosła mistrza. Teraz jestem w stanie poprowadzić każdy samochód - automat, manual - nie ma znaczenia. Parkuję kopertą, tyłem, mieszczę się w każde miejsce. Nic mnie w jeździe nie przeraża - ruszanie pod górę, śnieg, ronda. W nowych miejscach jeżdżę jakbym mieszkała tam od lat. Wystarczy przecież GPS, dobry pilot i znajomość uniwersalnych przepisów. W te wakacje bez problemu poruszałam się po słynącym z szalonego ruchu sycylijskiego Palermo. Po dwóch dniach trąbiłam i wymachiwałam rękami jak rasowy włoski kierowca.

Masz ładnie wyglądać

Milena: Od dzieciństwa dziewczynkom narzuca się, że muszą ładnie wyglądać. Do dziś pamiętam, mój bunt przeciwko założeniu na święta sukienki. Nie chodziło o mój styl, tylko o to, że się na mnie założenie sukienki wymuszało.

Chłopca nikt nie zmusza, żeby po domu chodził w garniturze. Jako dorosła kobieta nadal odczuwam presję społeczną związaną z tym, że kobiety powinny o siebie dbać: wyglądać młodo, mieć szczupłą figurę, dobrze się ubierać i być zadbanymi. Mam kolegów, którzy potrafią głośno komentować wygląd obcych kobiet, nie widząc przy tym swoich wielkich brzuchów, łysiejących czubków głowy, łupieżu na ramionach. Koledzy do wymiany? Być może, ale uważam, że to raczej podejście do damskiego ciała wymaga zmiany.

Tylko mądrość się liczy

Joanna: U mnie w domu było dokładnie przeciwnie niż u Mileny i pewnie inaczej niż w domu większości kobiet. W mojej rodzinie był zawsze kładziony nacisk na edukację i rozwój intelektualny. Nie mówiło się o sprawach błahych, nie liczyła się powłoka, tylko bogate wnętrze. Jako nastolatka miałam wrażenie, że nie za bardzo wypada o się nadmiernie malować i stroić, tym bardziej, że rodzice krytycznie reagowali na moje próby malowania się czy składania stylizacji. Niestety to był mój problem przez lata. Gdy zaczęłam zarabiać własne pieniądze, zmieniło się to. Nieprzerwanie od kilku lat noszę nawet akryle, żeby wreszcie nie mieć obgryzionych paznokci. Uwielbiam mieć usta pomalowane na wyrazisty kolor, eyeliner na powiekach. Noszę duże biżuterii i mam sporą kolekcję butów na obcasie. I o dziwo, nie zgłupiałam od tego, wiedza nie wpłynęła mi z głowy. Uprawianie biegów przełajowych w błocie też nie zubożyło mnie duchowo, a dobrze wpłynęło na zdrowie i kondycję.

 

Nauki ścisłe to domena mężczyzn

Blanka: W jednym z komentarzy pod materiałem dotyczącym stereotypów znalazłam kiedyś taki wpis: Czytałem gdzieś, że słabsze wyniki dziewcząt w przedmiotach ścisłych, są jedynie konsekwencją uwarunkowań kulturowych. Dla sprawdzenia tej teorii postanowiłem pomóc przygotować się córce i jej trzem koleżankom z klasy do prestiżowego konkursu matematycznego. I rzeczywiście, wszystkie zostały laureatkami, a ich szkoła okazała się jedyną w województwie, która miała więcej niż trzech laureatów. Drogie Panie nie poddawajcie się stereotypom.

Ja jestem przykładem osoby, która stereotypowi się poddała. Z matematyki, chemii i fizyki nie pamiętam nic. Z klasy do klasy zdawałam tylko dzięki ściąganiu od kolegów. W liceum  trafiłam na nauczyciela fizyki, który na pierwszej lekcji nam zakomunikował, że nie planuje uczyć nas, dziewcząt, bo my i tak tej wiedzy nie przyswoimy. W ciemno stawiał nam trójki. Żyłam w przeświadczeniu, że przedmioty ścisłe to nie moja działka, że jestem humanistką. Teraz sprawa matematyki do mnie wróciła za sprawą dzieci w szkole podstawowej. I okazuje się, że matematykę da się lubić, tylko trzeba ją zrozumieć. Jestem z synem na poziomie szóstej klasy i dzięki ponownemu przerobieniu programu, uzupełniam wiedzę. I jak na razie wszystko łapię i matematyka jest super. Gdy ja byłam w szkole, na tym etapie niczego już nie rozumiałam. Dałam coś sobie wmówić i to niesamowite, że po latach zadaję kłam stereotypom.