Jestem pewna siebie, znam swoją wartość i chcę tego samego nauczyć córkę. Tak ją motywuję i daję jej wzór

Co robicie, żeby wychować córki na silne i przekonane o swojej wartości kobiety? Poprosiliśmy kilka matek o podanie przykładów z własnego doświadczenia.

Już nie jestem potulna

Magdalena: Dużo czasu zajęło mi, zanim oduczyłam się być potulną, miłą i uśmiechniętą osobą, która nie chce robić innym trudności. Musiałam nad sobą popracować, żeby nie zgadzać się na wszystko, nie dawać wmanewrować w niewygodne dla mnie sytuacje. Kiedyś byłam inna, ale zmieniłam się. Musiałam odkryć w sobie tę siłę, przekonać się na własnej skórze, że moja odmowa jest przyjmowana jako przejaw niezależności, a nie bycia “niefajną” i “trudną”.

A nauczyłam się jej wraz z narodzinami dzieci. Stałam się waleczna jak lwica, jak bulterier, który w obronie potomstwa nie ogląda się na innych i konwenanse, tylko od razu rzuca do gardła.

Pierwszy taki raz miał miejsce, kiedy córka była chora. Wszystko mi mówiło, że lekarz zignorował objawy, że postawił złą diagnozę. Miałam rację, chociaż spędziłyśmy wiele godzin, czekając na nocnym dyżurze w przychodni.

Pokazuję córce, że mam swoje zdanie, że potrafię się  sprzeciwić, że bronię swoich racji. Staram się jednak nie zamienić się w matkę, przy której dziecko czuje się niekomfortowo, bo ze wszystkimi wdaje się w dyskusje. Moim polem treningowym są świąteczne obiady rodzinne, gdzie mam mizogina, szowinistę i konserwatystę pod postacią leciwego wujka. Na wszystkie jego szowinistyczne wypowiedzi reaguję  natychmiast. Moja córka do dzisiaj wspomina naszą wielką dyskusję na temat #MeToo, kiedy zamiast klasycznych pogadanek na temat promocji w Biedronce i oferty w Lidlu, pojawił się ważny temat. Co więcej do dyskusji zaczęły się przyłączać także inne kobiety w rodzinie - również te ze starszego pokolenia. Wywiązała się świetna, bardzo merytoryczna dyskusja, a moja córka przyglądała się jej z szeroko otwartymi oczami. Mam nadzieję, że w ten sposób pokazujemy jej, że posiadanie własnego zdania i zabieranie głosu jest naturalne i kluczowe dla bycia pewną siebie.

 

Daję jej wybór i go szanuję

Marzena: Ze swojego dzieciństwa pamiętam, że nikt specjalnie nie brał mnie pod uwagę w podejmowaniu dotyczących mnie decyzji. Nie brałam udziału w wyborze koloru roweru, nie miałam wpływu na umeblowanie i wzór tapet w pokoju. A już wtedy moja estetyka odbiegała od gustu rodziców.

Kiedy urodziłam córkę, chciałam, żeby miała poczucie, że ma prawo do swojego zdania i że ja je zawsze wezmę pod uwagę i uszanuję. Zależało mi na tym, żeby córka ćwiczyła gimnastykę. Nie chciała, ale po roku sama się tym pomysłem zainteresowała. Chciałam, żeby chodziła na basen, ale ona po pół roku stanowczo odmówiła. Nie chciałam jej zmuszać na siłę, więc odpuściłam. Zależało mi, żeby nie znienawidziła pływania. Chodzimy więc razem na pływalnię, ale już nie wysyłam jej na zorganizowane lekcje. Córka sama decyduje o tym, jak się ubiera, ja tylko koordynuję, czy strój jest odpowiedni na panujące danego dnia warunki atmosferyczne. Mam nadzieję, że ta wolność wyboru i poczucie, że ma władzę, daje jej pewność siebie.

Celebrujemy kobiecość

Joanna: W grupie rówieśniczej starszej siostry koleżanki mojej córki z klasy pojawiły się dwa przypadki dziewczynek z zaburzeniami odżywiania. Mówimy o 13-latkach. Przeraziło mnie to, że tak młode osoby mogą nie akceptować własnego ciała. Zaczęłam przyglądać się sobie i otoczeniu pod tym kątem. Zauważyłam, że moje znajome także ciągle przeżywają swój wygląd, przechodzą na diety, mówią głośno o mankamentach swojej urody.

Chciałabym uchronić córkę przed tak powszechnym wśród kobiet samokrytycyzmem. Obie mamy o tyle łatwiej, że odziedziczyłyśmy dobre geny - jesteśmy szczupłe, proporcjonalnie zbudowane, bez tendencji do tycia. Z myślą o moim dziecku bardzo ograniczyłam mój makijaż - nie chcę, żeby miała poczucie, że noszę maskę. Dbam o skórę, jestem sportowo aktywna. W cieplejszym sezonie jeżdżę do pracy rowerem, ćwiczę w domu. Staram się źle o sobie samej nie mówić, często zachwycam się córką. Mówię jej, że nie musi się podobać wszystkim, wystarczy, że będzie nią zachwycona osoba, na której jej będzie zależało. Dużo ją komplementuję - zarówno, za to jaka jest i co robi, jak i za to jak wygląda, ubiera się. Pilnuję się, żeby nie krytykować wyglądu innych osób, nie oceniać ich. A kiedy ktoś ośmiesza innych, staję w obronie. Może to sprawi, że córka będzie lubiła siebie, taką, jaka jest. A jest wspaniała.

Śmiało i odważnie

Patrycja: Nie wydaje mi się, żeby to była jakoś szczególna zasługa nas, rodziców, ale moja córeczka już teraz jest bardzo pewną siebie osobą: śmiałą i otwartą. Moje zadanie to tylko wspierać ją w tym stanie.

Już w żłobku byłam z niej dumna, kiedy jako dwulatka wyprostowana wchodziła do swojej sali, mówiła wszystkim głośno i wyraźnie “dzień dobry”. To jej zresztą zostało do dzisiaj - jest w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Na nowe wydarzenia się cieszy i czeka na nie podekscytowana. Nie ma obaw, nie boi się, nie zakłada najgorszego, nie nastawia się. Od małego jest bardzo samodzielna - my jej samodzielności nigdy nie ograniczaliśmy - jako czterolatka zrobiła mi sama śniadanie do łóżka na Dzień Matki, jak miała pięć lat przez pół dnia pisała list do św. Mikołaja (nie za bardzo potrafiąc jeszcze pisać).

Mamy niebywałe szczęście, że trafiło nam się dziecko, którego wzmacniać nie trzeba, bo wydaje się naturalnie silne. Musimy postarać się, żeby w żaden sposób tej mocy nie podkopać.

Mamy wiele rodzinnych anegdot, pokazujących, jak naturalna jest ta jej pewność siebie. Kiedy jakiś dorosły pytał córkę, jak ma na imię, a sam się nie przedstawiał, ona zawsze dopytywała, jak się nazywa. Logiczne, prawda? Kiedyś przeprowadziła z nami poważną rozmowę na temat tego, że nie chce się witać buziakiem z naszą znajomą, która pali papierosy i z drugą, której “nieładnie pachnie z ust”. Muszę powiedzieć, że jej nonkonformizm mi bardzo imponuje i czasami wręcz inspiruje.